Targi w Skaryszewie, fundacje i miłość bliźniego

Odbyły się właśnie targi końskie w Skaryszewie. Jak wielu osobom wiadomo – szczególnie tym, które “siedzą” w końskich tematach – fundacje, a w szczególności fundacja Tara, planowały wykupić wszystkie konie, które zostaną przywiezione na spęd w celu zapobiegnięcia wywozu ich do włoskich rzeźni.

Nie, nie pomyliłam się, Tara chciała wykupić WSZYSTKIE konie.

Tak samo, jak jestem przeciwniczką wielogodzinnego transportu koni rzeźnych, który niewiele ma wspólnego z transportem humanitarnym (jeszcze na samym początku lat 90. bywało, ze pikietowałam pod Sejmem wraz z organizacjami prozwierzęcymi), tak również do wszelkich zagadnień podchodzę kierując się logicznym myśleniem, a nie utopią.

Wykupienie kilkuset koni w założeniu nie jest trudne, jesli liczy się na datki, poruszając sumienia wielu osób. Fundacja Tara zebrala w sumie 411 tys zl (tak, tak, czterysta jedenaście tysięcy złotych słownie). Dla handlarzy więc przywiezienie koni do Skaryszewa okazało sie być niezłym interesem, podobno ceny koni były dużo wyższe niż w zeszłym roku – z rozhisteryzowanej, płaczącej nad losem konia panienki nietrudno jest wyciagnąć duzo więcej kasy niż koń jest w rzeczywistości wart.
Przykład ponizej:

Ogier najprawdopodobniej, za 14 tysięcy. Cóż, Włosi niechętnie kupują ogiery, koń co prawda wygląda na dość młodego ale cena jest zdecydowanie zawyżona.

Oczywiście wszystkich koni nie udało sie wykupić. Za te 411 tys zl udało się kupić bodajże 34 konie.

Generalnie znakomita wiekszość koni kupionych przez fundacje to konie młode, zdrowe, również źrebięta – ale te konie do końca zycia mają biegać po łączce! One mają być wolne! – a naiwni bedą dawać kasę na siano, słome, owies i remonty stajni czy ogrodzeń. Przez 20-30 lat, bo tyle przeciętnie zyje koń.

Nie generalizuję że wszystkie fundacje są nieuczciwe, ale znam tyle różnych faktów, że do działaności takiej podchodzę z duzym dystansem.

Nie wnikając w szczegóły, dodam że w poniedziałek po południu miał miejsce wypadek samochodu z przyczepą do przewozu koni, w którym poniosły śmierć dwie osoby: http://www.echodnia.eu/radomskie/wiadomosci/radom/a/tragiczny-wypadek-w-radomiu-czolowe-zderzenie-z-ciezarowkadwie-osoby-zginely-piec-jest-w-szpitalu,11855656/

Proszę zauwazyć, że byli to domniemani handlarze, wracający ze Skaryszewa. Na facebooku od razu zaczęła się wylewać fala hejtu, że pijani, że dobrze im tak, że szkoda że nie wszyscy zginęli. Oczywiście wszystko to pisali miłosnicy zwierząt, również osoby pracujące np w przychodni weterynaryjnej czy też w OTOZ Animals.
Tu taki mały przykładzik (post kierownika schroniska dla zwierząt):

Jak juz zdążyłam się dowiedzieć z własnych źródeł, ludzie w tym aucie nie mieli nic wspólnego ze Skaryszewem, kierował hodowca zrzeszony w PZHK i najprawdopodobniej zasłabł za kierownicą…

 

One thought on “Targi w Skaryszewie, fundacje i miłość bliźniego

  1. tatsu

    Sama wpadłam w pułapkę miłosierdzia, tylko na ciut mniejszą skalę: papuzią. Z okolicznych zoologów wykupowałam wszystkie chore ptaki, które sama później leczyłam (często było to tylko świerzb, rzadziej nowotwór) i zostawiałam u siebie na dalsze życie w stadzie innych papug. Po niedługim czasie z jednej – dwu chorych sztuk w sklepowym “stadzie” zaczęło się robić 10-20. Sprzedawcy zwąchali interes, że pieprznięta baba kupuje tylko chore ptaki, więc – dawaj – bierzemy zdechlaczki, bo jest zainteresowanie. Skończyłam z prewencyjnym wykupem. Przejrzałam na oczy. A dlaczego w ogóle zaczęłam je wykupować? Bo TOZ zawiadomiony o tym, że w sklepach są chore, bardzo chore ptaki olał temat. A jak już się ktoś z łaski do zoologa wybrał, to sprzedawca machnął mu papierami od weta, że wszystko jest leczone i pod kontrolą, co było wierutną bzdurą.
    Dlatego jestem przeciwna takiemu skupowi koni rzeźnych, bo to tylko młyn na wodę, nie na mąkę. Już piszesz, że ceny rosną, bo takiej rozhisteryzowanej miłośniczce wciśniesz konika za kosmiczną sumę, a ta bez zająknięcia ją zapłaci. Bez targu.
    I zawsze przy takich akcjach nasuwa mi się pytanie: a czemu tak bardzo nie walczą o krówki, świnki, gąski, kurki? Przecież to też żywe stworzenia. I też idą na rzeź. I to w ilościach hurtowych. Dodając do tego warunki w jakich są hodowane przemysłowo, jak wygląda ich transport do rzeźni (zwłaszcza kur wciskanych do transporterów i piętrowanych na pakach wielkich ciężarówek), to nie rozumiem czemu nie są tak samo chronione, jak kotki, pieski, czy koniki. Bo niemedialne?

    Reply

Leave a reply.