Opłacalność hodowli koni?

Natchnął mnie kolega Jacek swoim wczorajszym postem. Post skomentowałam, ale coś się porobiło i w rezultacie komentarz nie wyszedł na światło dzienne. Nie chciało mi się pisać po raz drugi, a w międzyczasie doszłam do wniosku że odpowiedź dla kolegi Jacka mogę zamieścić tu.

Otóż hodowla koni absolutnie się nie opłaca. Nawet wyprodukowanie roczniaka pełnej krwi, jak kiedyś ktos policzył, to minimum 10 tysięcy złotych – na dzisiaj to pewnie będzie ze 20, 30 tysięcy (wliczam oczywiście krycie klaczy i jej utrzymanie), a czy uda się sprzedać za tyle, żeby wyjść przynajmniej na zero? Niekoniecznie, jeśli pochodzenie nie jest z górnej półki. A żeby było – najlepiej wysłać klacz do Anglii czy Irlandii, pokryć ogierem za 10-50 tysięcy (funtów brytyjskich). Klacz tez musi byc niczego sobie oczywiście.
Według innych obliczeń, tylko około 30% światowej populacji koni wyścigowych zarabia na swoje utrzymanie. Ile zarabia na utrzymanie właściciela? Przemilczano!

Wąska specjalizacja w hodowli, jak achałtekińce w przypadku Jacka czy konie cygańskie w przypadku moim, z pewnością zarobku nie zapewni. Tu jeszcze mała dygresja, albowiem większość osób myli konie cygańskie z tinkerami – ale ja tinkerów nie hoduję, tinkery to w głównej mierze półkrew, konie cygańskie skrzyzowane z innymi rasami, np księga stadna w Holandii to znaczny dolew krwi fryzyjskiej. A potem ludzie tinkerami gardzą, ze względu na ich dziwaczny wygląd i słaby grzbiet. I uważają że u mnie takie samo barachło stoi… Notabene jednego, jedynego “tinkera” mam, po ogierze cygańskim od klaczy pony. Niewiele się różni… a jednak. Chociazby tym, ze od przodu kopytka ma “gołe”, nie przykryte szczotkami pęcinowymi!

Tak, drogi Jacku, nie zarobimy ani na koniach, ani na pisaniu do różnych branżowych czasopism, mnie już zresztą czasu na to braknie, a poza tym – wysiłek jest nieopłacalny.

Konie traktuję od dawna jako hobby, jak cos mi zarobią to fajnie, jak nie – to się nie rozczaruję. Dlatego u mnie kozy, owce, i wiele innych pomysłów na życie.

Na koniach się nie da zarobić – chyba że metodą Cyganów: latem trzymać na trawie, zimą na pietruszce, kupić tanio a sprzedać drogo.
Albo metodą Duńczyka z Posadowa…

27 thoughts on “Opłacalność hodowli koni?

  1. Los alpaqueros

    My to już dawno policzyliśmy czyli ponad 20 lat temu 😀 Super jest gdy ekonomia spotka się z pasją i podbudują się t/z wykształceniem i zdolnościami. Każdy projekt będzie dobry pod warunkiem że zaplanujemy go w najdrobniejszych szczególikach i cugle do jego realizacji są tylko w naszych rękach.
    Pozdrawiamy

    1. Kamphora z Podlasia

      Tak jest, szczegóły są najwazniejsze. Potrafię wszystkie plany rozkładac na części pierwsze, zanim się za coś zabiorę. Rozkładać i każdy kawałek oglądać dokładnie pod lupą! Czemu mój pan się absolutnie dziwi 😉
      pozdrawiam!

  2. Archanioły i Ludzie

    Cierpnę na myśl, że kiedyś konie zupełnie znikną z krajobrazu – z przyczyn ekonomicznych…
    Jedyna nadzieja w tym, że zawsze będą jacyś hobbyści i wariaci, których szanuję za upór i pracowitość.
    Mogę jedynie dorzucić życzenia – niech się wszystkim koniarzom wiedzie!

    1. Kamphora z Podlasia

      Nie znikną, właśnie między innymi z przyczyn ekonomicznych: paliwo drożeje! 😉

      A na poważnie, na świecie coraz więcej osób zaczyna prowadzić samowystarczalny tryb zycia, co za tym idzie-ekologiczny i ekonomiczny, a koń jest nie tylko znakomitym środkiem transportu ale i siłą roboczą. Po co miałabym np płacić komuś za zaoranie kawałka pola? Koń nie dość że pociągnie pług, to jeszcze wyprodukuje wystarczającą ilość nawozu, żeby to pole użyźnić. I jest zdrowo, ekologicznie, biodynamicznie!

  3. Anonymous

    podczytuje ciebie systematycznie,,,, chałupy trochę zazdroszcze bo jest taka jaka widziałam u mojej cioci w Suchowoli a właściwie w Karpowiczach….to strony mojego taty….
    ciepła , cudowna w swojej ekologii….
    niestety my musieliśmy szukac domiszcza na L. zbiory…..
    podziwiam twoja a pewnie i wasza pasję…. życia na swój styl…..
    serdeczności
    leptir

  4. Orszulka

    Niestety na koniach sie nie znam, dla mnie sa to piekne i madre stworzenia mimo tego ze, kiedys taki jeden mnie ugryzl bo mu sie nie spodobalam chyba 😉 Wszystkich hodowcow koni podziwiam za pasje i poswiecenie, moze nadejda takie czasy ze zacznie sie oplacac…

  5. zielononoga

    Mniej więcej w tym samym czasie co my, do naszej wsi sprowadzili się inni “nowi” (nawet przez pół roku mieszkaliśmy po sąsiedzku), właśnie z końmi. Ucieszyliśmy się bardzo bo znamy kilku “koniarzy” i to są bardzo pozytywnie zakręceni ludzie, otwarci, serdeczni. Gdy przenieśli się do swojego domu docelowego (kilkadziesiąt metrów dalej) zaczęli “budować stadninę”, dokupili koni, zaczęli remonty. Postanowiłam się do nich wybrać, pogadać, zaproponowałam im zupełnie bezinteresownie pomoc w rozreklamowaniu biznesu (z racji mojej przeszłości zawodowej). Nie mogli zrozumieć, że chcę, żeby im się to rozkręciło i to zupełnie za darmo! Bardzo nieufni ludzie, chyba wzięli mnie za wariatkę 😉 bo ja im zaraz z dziesiątkami pomysłów wyskoczyłam, w rozmowie natomiast wyszło, że nie bardzo mają pomysł na tą swoją stadninę, że finansowo ich to wszystko przerosło. Dziś mieli mieć już klimatyzowany wybieg, a mają jedynie niepokrytą do końca dachem stajnię. Bardzo narzekają na kwestie finansowe, utrzymanie koni ich zżera. Konie to fajna sprawa, ale na dzień dzisiejszy, tak jak patrzę na tych moich sąsiadów, myślę sobie, że trzeba mieć sporo do włożenia na początek, żeby może za parę lat zbierać z tego jakieś (ale jakie???) dochody. I tak jak w przypadku każdego biznesu trzeba mieć pomysł, główny cel, wszystko przemyślane i jak to napisałaś rozłożone na części pierwsze i obejrzane pod lupą. Przepraszam za długiego posta ale tak jakoś mnie naszło ;-).
    A apropos domu z gliny (twój poprzedni post) to my mamy izolację z glinianej polepy (glina + zbożowe łuski), przy okazji remontu dogrzebaliśmy się do niej, wiele osób (pseudo – fachowców) mówiło – USUNĄĆ!!! Ale skoro ta polepa przez prawie 80 lat nie zbryliła się (pomimo tego, że kiedyś dach przeciekał i wsiąkało w polepę) to znaczy, że dobrze sprawuje swoją funkcję, bo glina nie tylko chłonie wilgoć ale również ją oddaje, to w moim odczuciu najzdrowsza izolacja jaka może być. Dzięki polepie w domu wilgotność powietrza zawsze optymalna. Tak więc nie słuchaj kogoś kto ci wypisuje co masz ze swoim domem robić i jak, rób tak jak czujesz i uważasz. My tak robimy, kierujemy się przeczuciem, szczątkowymi informacjami, instynktem, może popełniamy jakieś błędy, ale to nasze błędy i nasz dom, oczywiście chętnie słuchamy wszelkich rad, każdą informacje sprawdzamy, rozważamy i na koniec wyciągamy z tego własne wnioski :-). W końcu to przecież my tu mieszkamy i my będziemy ponosić konsekwencje własnych poczynań, a nie jakiś “dobry” doradca.

    1. Kamphora z Podlasia

      Ujmijmy to tak: klacz chodzi źrebna przez 11 miesięcy (trochę ponad). Odsadza się około sześciomiesięczne źrebię (nieraz wcześniej, nieraz później). Konia pod siodło czy do zaprzęgu można zacząć przyuczać w wieku około trzech lat. Niezajeżdżonych ludzie za bardzo nie chcą kupować bo o ile nie są znawcami, albo mają kogoś znajomego, kto umie, nie będą się w to bawić – a zatrudnić profesjonalistę to większy wydatek. Tak więc od czasu pokrycia klaczy ogierem, ładujemy i ładujemy pieniądze przez minimum 4 lata! Źrebna klacz i młody koń mają swoje wymagania dotyczące witamin, minerałów, lepszej jakościowo paszy. Na tym się nie da oszczędzać.
      Moje konie sprzedają się na zachodzie, Amerykanie je kochają – Polacy ich jeszcze nie poznali. Generalnie pierwsza w Polsce klacz tej rasy pochodzi ode mnie, przyjechała w czerwcu pod Warszawę. Konie cygańskie są super, wielozadaniowe, silne a przy tym spokojne i opanowane (co można zobaczyć na różnych moich zdjęciach, na facebooku jest zdjęcie psa na czteromiesięcznym źrebaku).
      Dopóki nie ma popytu, nie ma zarobku, prawda stara jak świat. Mnie akurat to w tym wypadku nie wadzi, mogę zarabiać na czymś innym a konie traktować w tej chwili jako ozdobę (te akurat są bardzo ozdobne!), ponieważ jestem na to przygotowana. Twoi sąsiedzi chyba nie mieli za wiele pojęcia i doświadczenia, z tego wynika?

      Z gliną wiem, miałam nawet w planach stawiać coś w technologii strawbale i nie wiem czy nie postawię 😉 Odnośnie konkretnej osoby uparcie psioczącą na glinę, ja mam chyba nieco więcej wiedzy, coś tak mi się wydaje… 🙂

    2. Kresowa Zagroda

      Na mojej wiosce był jeszcze przed kilku laty jeden koń, kobyła, którym właściciel orał na życzenie wioskowym emerytom ogródki, zwoził drewno z lasu, albo sianko z pola. Nam też. Kiedy kobyłę mu rodzina sprzedała pod jego dłuższą nieobecność, żal się zrobiło, bo naprawdę bywał pomocny przy mniejszych przedsięwzięciach. Teraz, po powrocie sprawił sobie… hm, kuca. ;-))))
      Ale co do opłacalności… no, właśnie, potrzebna jest praca, praca, praca, aby zysk wypracować. Nic nie przychodzi od razu, pstryk i już. Trzeba się dochować potomstwa, itd. znaleźć kooperantów, klientów, reklamować się, itd. Konie cieszą jedynie oko w obecnych czasach, czasem pupę jeźdźca, a to trochę mało, bo i nie każdego stać na swojego wierzchowca. Przyjdą czasy zaburzeń klimatycznych, to nie tylko kwestia paliwa będzie, wystarczy, że grunty staną się podmokłe na tyle, że traktorem nie wjedziesz, aby sprzątnąć siano czy zboże. Koniem prędzej . Miałam wizję tego rodzaju i tylko czekać. Ktoś, kto będzie miał konie przyuczone do pracy będzie potentatem. Kozy, owce, o tyle bywają bardziej dochodowe, że karmią właściciela i jego rodzinę, a to zysk bezcenny. I do końca nieprzeliczalny. My na początku hodowli cieszyłyśmy się, gdy zwierzaki zarobiły na swoje utrzymanie w gotówce, a przy okazji nas nakarmiły przez cały rok, już bezgotówkowo. Ale czas ma to do siebie, że w końcu zawsze znajdą się chętni na to czy owo z produkcji i zginąć z hodowli nie dadzą, choć w Polsce zyskowność bywa niewielka, przynajmniej w takich gospodarstwach jak nasze, i jak widzę – ty też masz w planie, czyli wsio po trochu, różnorodność się wspiera. 😉 ES

    3. Kamphora z Podlasia

      Otóż to, traktor nie wszędzie wejdzie, samochód się zepsuje, śniegiem zasypie, zabraknie na paliwo… albo paliwa…i jak tu się przemieszczać? Miałam rozpocząć równolegle z moimi “Cyganami” hodowlę koni American paint, hodowlę akurat opłacalną, w Polsce również, ale doszłam do wniosku że sobie daruję. Wolę konie wielozadaniowe, co jest związane również z moimi rozmaitymi wizjami dotyczącymi przyszłości

      Kuca to sobie mozna najwyżej w kieszen wetknąć, albo uzyć jako kosiarki do gazonika… 😉

      Mam po trochu, bo bycie małorolnym do tego niejako prowokuje, poza tym będę dążyć do maksymalnej niezależności, a im większa różnorodność tym będzie łatwiej. Zysk ma być jakby “przy okazji”, ale już widzę że idę w odpowiednim kierunku 😉

    4. zielononoga

      Ano chyba nie mieli wystarczającego doświadczenia/wiedzy? Ale też tak sobie myślę, że to trochę kwestia i charakteru i nastawienia. Oni myśleli, że jak kupią konie to już one im zarobią i na swoje i na ich utrzymanie. Bez otwartości umysłu na inne możliwości czy alternatywy, bez pomysłu na przyszłość, i chyba też bez większych chęci do ciężkiej pracy….Szkoda.
      U nas we wsi nadal ludzie trzymają konie do prac polowych, a u męża w pracy często koń okazuje się niezastąpiony, gdy w lesie teren podmokły i maszyną ciężką nijak wjechać się nie da, a drewno trzeba zerwać.

    5. Kamphora z Podlasia

      Ano własnie, jeśli ktoś ma chęć hodowli jakichkolwiek zwierząt, juz nawet nie mówię koniach, a nie jest nastawiony na wstawanie wcześnie, ciężką pracę i różne niespodzianki, niekoniecznie miłe, po drodze, to raczej nie jest skazany na sukces. Nawet najpiękniejsze konie nie zarobią tyle, zeby dało się żyć, niestety.

  6. tatsu

    Dziękuję za objaśnienie, co to “tinker”, a co to “cob”, bo – jak dotąd – było to dla mnie wsio rawno. Wyglądają na moje kaprawe oko tak samo, więc jak zwał, tak zwał 😉
    A że hodowla koni użytkowych jest nieopłacalna, to mi wiadomo od dawna. Znaczy o d momentu, kiedy konie zniknęły ze stajni na wsiach, a ich miejsce zajęły traktory w garażach. Bardzo lubiłam jeździć na wieś do babci na wschodzie, bo tam jeszcze konie wozy ciągnęły i na polu pracowały. Niekiedy jakiś kolega od kieliszka do dziadka przyjechał, to i taką szkapę pogłaskać można było 😛
    Gdybym miała gospodarkę i mogła odłożyć wystarczającą ilość pieniędzy, to z mety startuję po jednego konia od Ciebie. Jeszcze jakby wykocił się jakiś nie łaciaty, to już w ogóle byłabym uchachana po same pachy 😉 Ale to plany na bardzo daleką przyszłość. 🙁

  7. Lemkowyna, na Beskidzie Niskim

    nie znamy się niestety ani na hodowli koni, ani też na ich “ekonomicznym wykorzystaniu”. W tej dziedzinie zamyka się nasza wiedza na stadninach Beskidzkich takich jak “Głądyszów” w Regietowie czy na drobnych stadninkach jak np w Krempnej. Jednak konie kochamy. No i od zawsze były częścią tej naszej ziemi. Bez nich praca często była niemożliwa, ponad ludzkie siły. Tak, dawniej hodowla koni była opłacalna, tych roboczych rzecz jasna, pociągowych – praca w lesie, na roli, tartakach itd. Dziś.. Są traktory, a konie są jedynie w stadninach, jak np Hucuły w Regietowie. A szkoda. Pamietam jeszcze z dzieciństwa konie, które były u Nas w domu, pracowały, ale zimą często można było na “oklep” się na nich przewieźć kawałek w lasy, łaki… Dziś konie mogą tylko bawić, za odpowiednia sumę, ludzie dążąc do ograniczenia wydatków wynaleźli maszyny, odsuwające to wspaniałe, mądre i wiecznie wolne zwierzę do lamusa…. Szkoda.

    Pozdrawiamy serdecznie,SD z Lemkowyny 😉

    1. Kamphora z Podlasia

      Taką niestety płacimy cenę za postęp cywilizacyjny! W Ameryce Północznej Amisze nadal wykorzystują konie do pracy (pojazdów mechanicznych u nich nie ma!) i w dodatku produkują wspaniałe maszyny rolnicze, tylko szkoda ze za oceanem!…

  8. Babulinka

    Moja przyjaciółka ma stadninkę koni wielkopolskich. wyrabia się tylko dlatego, że urządza kolonie i obozy w siodle dla dziewczynek. Sprzedaż jest u niej sprawą drugorzędną, ale zarabia końmi w inny sposób. A wiesz co, od dawna chodził mi po głowie taki pomysł, że można by w naszym regionie organizować dla bogatych turystów (czyli z Zachodu) wakacje w wozie cygańskim albo nawet cały tabor. Są przecież u nas na Podlasiu takie urokliwe drogi i dróżki… A i miejsc do biwakowania w zaprzyjaźnionych gospodarstwach by nie zabrakło i jedzenia lokalnego przy okazji… Nawet zastanawiałam się, skąd u mnie taki pomysł, bo ani konia, ani wozu u mnie nie ma, ani umiejętności potrzebnych do zrealizowania. Może Wam się przyda?

    1. Kamphora z Podlasia

      Pomysł u Ciebie stąd, że “dostroiłysmy się” w jednej częstotliwości, a telepatia przecież działa… 😉 Złapałaś moje myśli, po prostu! 🙂

    2. Los alpaqueros

      No tylko nie mów że gadzie będą cyganów udawać i jeszcze za to płacić :))) Tabor to tradycja, zwyczaje, kultura szeroko pojęta bez tego będzie to tylko ,,cyrk na kółkach” : ))) no ale w dzisiejszych czasach patrząc za co znudzone ,,pojeby” płacą to może i na to dadzą się nabrać :)))
      Z cygńskim ,,javen saste i bachtałe”

    3. tatsu

      A mnie się marzy zajechanie taborem na Grunwald. 100% historycznie: wozy, rząd koński, stroje etc, wszystko datowane na początek XV wieku *.*

  9. Babulinka

    Jak nie Cyganów, to osadników z Dzikiego Wschodu – też wozami jechali hi hi hi. A mnie ten pomysł chodził po głowie już od kilku lat.

Comments are closed.