Category Archives: emigracja

Nasza specjalnosc narodowa?…

Przed emigracja zylam sobie w hermetycznym swiatku wyscigow konnych. W tamtych czasach srodowisko sluzewieckie bylo przyjazne, nie bylo skakania sobie do oczu i wbijania noza w plecy. Wrecz przeciwnie, wiekszosc osob potrafila sobie wzajemnie pomagac. Wyjazd na wyspy brytyjskie pokazal mi, ze ludzie potrafia byc wredni. Nie tylko koledzy i kolezanki w pracy (co prawda “po cichu”) ale rowniez i… Read more »

Podsumowanie po pierwszym roku

      Comments Off on Podsumowanie po pierwszym roku

3 września minął rok, od kiedy na stałe zawitałam na Podlasie, zakańczając tym samym trwającą niemal 9 lat emigrację. Od tego czasu dojechały konie i reszta zwierząt (“dzięki” naszemu tamtejszemu weterynarzowi – nie wszystkie), działka jako tako została uporządkowana, remont w domu nadal czeka (kuchnia ma nadal wygląd oryginalny, sprzed czterdziestu lat ;-)) i generalnie wszystko jest praktycznie jeszcze w… Read more »

Po osmiu miesiacach od powrotu czyli podsumowanie nr1

Dokladnie 3 maja minelo osiem miesiecy od mojego powrotu z emigracji, trwajacej niemal 9 lat. Jako ze jeszcze w czasach “brytyjskich” grono Czytelnikow interesowalo sie zywo moja przeprowadzka i powrotem do kraju (ciagnac ze soba konie, kozy i owce przez Europe), czas na pierwsze podsumowanie. Kilka osob uwazalo, ze w Polsce nie da sie zyc, pomimo iz ja twierdzilam co… Read more »

Podsumowanie roku

      2 Comments on Podsumowanie roku

Kończy się stary rok, zaczyna nowy – najwyższy więc czas zrobic podsumowanie. Oczywiście 2014 rok był pod znakiem przeprowadzki, która – tak, tak – wcale się jeszcze nie zakończyła i potrwa zapewne aż do wiosny. Wszystko zależy od warunków pogodowych, a jeśli ktoś ciekawy zaglądał do prognozy długoterminowej – wie, że zimę mamy mieć listopadową, albo … angielską. Od jutra… Read more »

Powoli, do przodu!

      13 Comments on Powoli, do przodu!

Zabrałam się dziś za część kolejną segregacji i pakowania. Przeprowadzka na Podlasie będzie rozłożona na całą zimę (o ile warunki atmosferyczne zezwolą), i potrwa aż do wiosny, na zakończenie przyjadą kozy, owce i alpaki – prawdopodobnie w okolicy maja. W tym czasie jest już na tyle ciepło, że zwierzęta moga przebywać na dworze przez całą dobę – a my mamy… Read more »

Wieczorne rozważania

Wielkimi krokami zbliża się przeprowadzka z południowo-wschodniej Anglii na Podlasie. Jak donosi Aga, koński przewoźnik, do godziny zero, czyli terminu przewozu koni, zapełnią się najprawdopodobniej wszystkie miejsca w dzielonym transporcie z Polski. A jadą do nas dwa koniowozy, Agnieszka w swoim sześciokonnym oraz jej kolega z potężnym transportem na 12 koni (takiej wielkości samochody zajeżdżały do nas do Pinewood Stud… Read more »

Post scriptum czyli siłą rzeczy część 15…

Nie obędzie się bez tego, ponieważ jako został niedosyt, wyrażony gęsto w komentarzach, tak więc wyjścia nie mam, dopisać muszę ciąg dalszy. Chłop na Polskę kręcił nosem, co to za kraj, jak tyle ludzi stamtąd przyjeżdża do UK pracować, więc go zaciągnęłam na wycieczkę. Samochodem, a jak, więc tylko było “a czy daleko jeszcze”, 500km z hakiem do Warszawy, nie,… Read more »

Część 14. Kamphora robi zwrot

Tym razem będzie to Bardzo Krótki Odcinek, albowiem jest odcinkiem ostatnim!… przynajmniej sagi emigracyjnej, ponieważ już od początku tej serii jest na mnie wywierana presja o historie i opowiastki ze Służewca (tu pozdrawiam pewnego właściciela dzielnych rumaków, który właśnie tupie nogami w zniecierpliwieniu czekając na kolejny odcinek :-)).                        … Read more »

Część 13. Duchy angielskie

Co się w Anglii udało zdecydowanie, to zjawiska nadprzyrodzone, potocznie duchami zwane. A jako że ja również miałam wątpliwą przyjemność doświadczyć obecności niewidzialnego, trzynasty post w serii emigracyjnej poświęcę własnie temu tematowi.Nie żebym była jakaś przesądna, ale strzeżonego… ;-))) W pierwszej pracy mieszkaliśmy na pagórku, gdzie znajdował się również dom emerytowanego trenera i jego zony, rodziców naszego pracodawcy, oraz już… Read more »

Część 12. Kamphora obala kolejny mit

Tak więc rypałam w stadninie, będąc człowiekiem-orkiestrą lub też kobietą co żadnej pracy sie nie boi, nieraz pierwsze transporty koni w tranzycie przyjeżdżały od 5 rano a do roboty było tyle że kończyłam o 10, 11 wieczorem rypiąc często sama albowiem boss, mimo iz londyński multimilioner, oszczędzał na wszystkim. Nieraz to wyglądało tak, że jeden konie wyjechały, ja szybko leciałam… Read more »