Monthly Archives: January 2014

Mój Służewiec. Część 5

      Comments Off on Mój Służewiec. Część 5

Ibis zapowiadał się na świetnego trzylatka, klacze też. Pamiętam taki wyścig, spod lin oczywiście startowały. Było to 2200m, a więc prawdopodobnie nagroda  Iwna . Udział brały najlepsze konie rocznika: Ibis, Olint, Oltis i chyba Kadyks, lecz co do udziału Kadyksa mam pustkę w głowie. Sercem byłem z Ibisem Konie szykowały się do startu, krążyły na oczach kilkutysięcznej widowni nerwowo. Na… Read more »

Moje życie. Część 4: Służewiec

Życie zaczęło się obracać wokół koni i toru służewieckiego. Wstawałam przed piąta rano, albo i wcześniej, żeby pojechać do stajni, weekendy spędzałam oglądając gonitwy, nie wystarczało mi już przychodzenie na przejażdżki raz w tygodniu w sobotę, więc szkoła też zaczynała powoli cierpieć. Żeby dojechać do stajni, musiałam wsiąść w tramwaj na Marszałkowskiej, przynajmniej bez przesiadek, dojechać do pętli “Wyścigi” i… Read more »

Mój Służewiec. Część 4

“Lata 60-te zmierzały ku końcowi, więc wspomnieć wypada o dwóch wydarzeniach pominiętych z powodu niedoskonałości mej pamięci. Chodzi mi o Wieslawa Czerwińskiego, który był bardzo stonowanym, dobrym człowiekiem i matkę stadną Olchę, która w Iwnie odegrala znaczacą rolę. Lata 70-te – lata tuńczyków, tak mówiło się na wyścigach, chodzi oczywiście o ogiera Tuny, który krył wtedy w Iwnie, pierwsza mlodzież… Read more »

Moje życie. Część 3: Wiek nastoletni i Służewiec

W szkole podstawowej szło mi średnio, to znaczy nie wysilałam się zbytnio, z polskiego, historii i rosyjskiego miałam same czwórki i piątki, również z plastyki, p.Mickiewcz na tyle mnie lubiła, że na ogół każdy temat pracy mogłam podciągnąć pod konie, i podobno miałam talent. Dopiero po latach “dokopałam się” faktu, iż u nas w rodzinie było co najmniej dwóch chudożników, … Read more »

Mój Służewiec. Część 3

“Rozpocząłem edukację w 5 klasie, Kazik polubił czwartą.  Wybudowano na Słuzewcu drugą podstawówkę i przeniesiono do niej wszystkich mieszkanców wyścigów. Na czas jakiś moje drogi z kolegami z wyścigów musiały się rozejść. Byąy wybory do samorzadu klasowego, a ja zostałem skarbnikiem. Był wrzesień, zbieraliśmy na przyszłoroczną wycieczkę całej klasy do Torunia. Miałem już trochę w kasie; pieniądze zbierałem do foliowej… Read more »

Moje życie. Część 2: Dzieciństwo

Na świat przyszłam nad Wisłą, w szpitalu położniczym przy ulicy Karowej na warszawskim Powiślu, gdzie biegały karaluchy, a wątpliwy aromat ścieków dawał znać o sobie z pełną mocą. Tak się składa, że po drugiej stronie ulicy jest już rzeka, a nad rzeką, akurat mniej więcej na wysokości szpitala, były rury odprowadzające ścieki wprost do Wisły.Z racji tego iż była to… Read more »

Mój Służewiec. Część 2

“Na wstępie moich wspomnień chciałbym wnieść pewną korektę do wczesniejszego, otóż po konsultacji z Jankiem (Janusz Kozłowski, przyp.A.S) doszliśmy do wniosku, że na piwo chodziliśmy w 4 klasie, za co go tutaj przepraszam, pamięć ludzka zawodzi. Jak juz wspomniałem o stawkach, później nastąpiła denominacja złotego i stawki byly 20 zl, 100 i 200zł, 20 -kowy był czarny,  100 zielony a… Read more »

Moje życie. Część 1: Historia rodziny

Okazało się, że seria emigracyjna swą popularnością przerosła moje najśmielsze oczekiwania – ot, tylko chciałam uzmysłowić tym co na emigracji jeszcze nie byli, że zycie w Polsce wcale niekoniecznie jest aż takie złe, – w zasadzie miał być to jeden, jedyny post – a skończyło się na całej piętnastoodcinkowej serii!… – tak więc w związku z powyższym cofnę się do… Read more »

Mój Służewiec. Część 1

Jak zapowiedziałam wczoraj, z udziałem kolegów rozpoczynamy serię wspomnień z warszawskiego toru wyscigów konnych. Oddaję głos Waldiemu, który od wielu lat jest związany ze Służewcem jako własciciel koni wyścigowych, oraz Tomkowi, byłemu dzokejowi. “Z obecnym trenerem, Januszem Kozłowskim siedzialem w 2 klasie podstawowki w jednej lawce. Zazwyczaj na klasowkach obydwie kartki byly puste, wiec kto od kogo ściągał, zgadnijcie? Chodzila… Read more »

Post scriptum czyli siłą rzeczy część 15…

Nie obędzie się bez tego, ponieważ jako został niedosyt, wyrażony gęsto w komentarzach, tak więc wyjścia nie mam, dopisać muszę ciąg dalszy. Chłop na Polskę kręcił nosem, co to za kraj, jak tyle ludzi stamtąd przyjeżdża do UK pracować, więc go zaciągnęłam na wycieczkę. Samochodem, a jak, więc tylko było “a czy daleko jeszcze”, 500km z hakiem do Warszawy, nie,… Read more »